copyright © https://sztukater.pl/
„Koniec świata” – mroczny to tytuł dla tego podwójnego numeru kwartalnika! I będzie mroczno. „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”. Albowiem koniec jest nieuchronny, bliski, pewny! Co więcej, on się już wiele razy wydarzył, a nawet trwa aktualnie. Następujące po sobie końce świata nakładają się na siebie i nigdy nie kończą…
Z lektury kolejnych artykułów, wierszy, esejów, fragmentów opowiadań, recenzji, rozważań… dowiedziałam się, a w życiu sama nie objęłabym tego umysłem, jak pojemnym pojęciem jest to proste określenie „koniec świata”. Choć wydaje nam się tak banalne i jednoznaczne. Cóż może się za nim kryć! Pierwsze, co pewnie wielu z nam przychodzi na myśl, to globalna zagłada gatunku ludzkiego i/lub zniszczenie naszej planety. Ale przecież koniec świata może mieć wymiar jedynie lokalny – epidemia, holocaust, wojna, dewastacja środowiska mogą być końcem dla jakiegoś terenu, środowiska, grupy narodowej bądź społecznej. Oglądaliśmy takie końce, zagłady i zniszczenia nie raz! Koniec świata może jednak dotyczyć też jakiegoś okresu w dziejach, konkretnej cywilizacji, klasy społecznej, ładu obowiązującego do czasu, gdy ktoś zada mu śmiertelny cios i wywróci porządek do góry nogami, gwałtownie lub w określonym czasie. Znowu wystarczy zajrzeć na karty podręczników do historii. Jest też koniec świata indywidualny i nie mówię tu od razu o śmierci jednostki, którą można potraktować jako koniec absolutny (a jednak nie dla wszystkich!), ale o wydarzeniach tragicznych, dramatach osobistych czy rodzinnych, po których nasz świat, jakim go znamy, kończy się dla nas i przeobraża w zupełnie coś innego. Bardzo prawdopodobne jest, że będziemy w swoim życiu świadkami wielu końców świata czy jego fragmentów, natomiast (i oby), na ten globalny przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Za to każdy z nas drepcze nieuchronnie ku swojemu własnemu końcu nas samych na tym świecie, ale któżby o tym myślał? Akurat ten pewnik potrafimy pięknie wypierać!
Koniec świata, niezależnie który i niezależnie jak kto go pojmuje, jest niezwykłym natchnieniem dla sztuki! Czytamy stosy powieści post apokaliptycznych, oglądamy filmy, które pokazują nam, jak zginiemy i co potem… Końca wypatrują poeci, muzycy, wizjonerzy wszelkich maści. Co więcej – wieszczą nam koniec poezji, koniec sztuki, koniec piękna. Albo jeszcze dalej – koniec wartości i ostateczny koniec sensu! Do tego koniec słowa, które zastąpi obraz i koniec inteligencji, którą pożre AI. Tak jak mówiłam – nie jest optymistycznie. Może więc lekturę kwartalnika dawkujmy sobie powoli, a pomiędzy kolejnymi sesjami armagedonu wyjdźmy na spacer – zobaczyć, jak rośnie trawa, a po niebie latają ptaki… jak gdyby nigdy nic!
Żartuję oczywiście, ale rzeczywiście lektura „Końca świata” jest w przeważającej części mroczna i przygnębiająca. Co nie zmienia faktu, że jest też fascynująca. Niełatwe to treści, jednak przy odrobinie skupienia będziemy mieli świetną okazję do podróży w głąb samego siebie i swoich myśli. Rozważania nasze uatrakcyjniają dodatkowo reprodukcje dzieł Beksińskiego (jakie inne nazwisko może nam się lepiej skojarzyć z wizją końca świata?). Na koniec warto jeszcze wspomnieć o sporym zbiorze wierszy różnych autorów. Na pewno niektóre z nich potrafią zatrzymać na chwilę w biegu i skłonić do kolejnych rozważań. Polecając szczerze ten numer kwartalnika, tego właśnie wam i sobie życzę – chwili zadumy i świeżego, głębokiego spojrzenia na pozornie proste i jednoznaczne pojęcia.
Wanda Rajska